W roku 2050 świat zaczął wyglądać inaczej. Lądy w dużej mierze były nadal pod pokrywą pyłu, jednak wulkan od 10 lat całkowicie ucichł. Nie było już opadów radioaktywnych, słońce w końcu przebiło się przez szybko zanikające zwały ciemnej masy w wyższych warstwach atmosfery. Problemem była jednak trwająca od blisko 10 lat potężna zima i zlodowacenie, które gwałtownie dosięgło równoleżników. Czapy lodowe zakryły większość cywilizowanego świata, dobijając ludzkość do poziomu parunastu milionów na całym globie. Te resztki cywilizacji, które przetrwały, szybko wzięły się za tworzenie “Nowego Wspaniałego Porządku”, który polegał na prymitywizmie wyższej kategorii…

I tak do 2075 roku uformowała się na nowo nasza cudna planetka! Cofająca się czapa lodowa odsłoniła popielne pustkowia, od groma ruin i złomu. W cieplejszych rejonach, niczym nie skrępowana roślinność, rozkwitła gwałtownie, posuwając się od południowego wybrzeża Ameryki Północnej – uformowała swoistą nową dżunglę, zapełnioną całkiem nowymi gatunkami roślin i zwierząt – pełen ekosystem akurat na te “bardzo złe i podłe czasy”.
Swoją drogą, nie było zombie. Gdy telefony przestały działać, wszystkie wymarły – żyłka w dupie pękła od razu.
Cywilizacja cofnęła się w rejon licznych rzek, korzystając z szlaków wodnych jako bezpieczniejszych niż przeprawy przez sawanny, pyłowe pustynie czy lodowce. Topniejący lód zasilił na nowo Missisipi i tchnął w nie życie – nawet jeżeli z początku brudne, pył szybko opadł na dno i zaczął działać jak filtr. Tak naprawdę okazał się najlepszą metodą usuwania zanieczyszczeń z słodkiej wody, przez co “Wielka Rzeka” po niedługim czasie odzyskała żywotność, przynajmniej w miarę – nadal jednak wody jej były mętne i pełne… Nowości.

Korzystając z zmienionego krajobrazu, ludzie wzięli się za łby i na przestrzeni dwóch dekad zaczęli coś tam kombinować, zbierać się w małe społeczności. A to bandyci a to plemiona.. Nawet szamani się trafili, ale to dłuższa historia. Aha – łowcy czarownic też. I to z niezwykłym poczuciem humoru, takim cynicznie wymalowanym na amunicji.
W końcu, jeszcze nie zdążył się chociażby jeden, który przechytrzyłby nabój.
You must be logged in to post a comment.